IMPRESJA

IMPRESJA Niewiele w życiu je...

10 months ago, comments: 10, votes: 83, reward: $4.69

IMPRESJA



IMG_4935.jpeg



Niewiele w życiu jest takich chwil, których nie zaciera czas.
Zwykle albo obraz powoli rozmywa się w naszej pamięci, albo wypierają go inne doznania.
Nawet pomimo celowych i świadomych wysiłków, nawet te najcenniejsze momenty, po jakimś czasie płowieją, ulatują, degradują się, lub rozpadają.
Ludzka pamięć jest zawodna, i wielu z nas uważa to za pozytyw.
Ale są też i takie sytuacje, które zupełnie mimowolnie zostają w nas na zawsze (nawet te niepożądane).

Dzisiaj opowiem Wam o pewnym letnim wieczorze, podczas którego czas mi się na moment zatrzymał, a zaznane wrażenie pamiętam aż do dzisiaj.

Mogłam mieć wtedy może 15,16 lat.
Wracałam wieczorową porą do domu.
Krakowski Rynek z ulgą odpoczywał po upalnym dniu, i powietrze powoli stygło. Kamienice oświetlała czerwień zachodzącego słońca. Kafejki i puby powoli zaczęły zapełniać się nocnymi gośćmi. Z wnętrza mijanych Bram dochodził mnie przyjemny powiew chłodu.
Aby ominąć męczący gwar przechodniów, skręciłam z ruchliwszej ulicy w spokojniejszy odcinek drogi. Planowałam zielonymi Plantami skrócić sobie trasę.
Intensywnie pachniała akacja.

IMG_1751.JPG



Blask latarni oświetlał mi drogę.
Nie doszłam jeszcze do alejek Parku, gdy z którejś Kamienicy zaczęły dochodzić mnie te dźwięki. Powoli zbliżałam się do źródła tej melodii.. Wreszcie przystanęłam.

Ktoś grał na pianinie.
Muzyka dobiegała z któregoś z otwartych okien. Nie była ani głośna, ani nachalna, ani zbyt cicha czy nieśmiała.
Była idealna.
Dźwięki płynęły po upalnym wieczornym niebie i spadały kropelkami na brukową kostkę.
W międzyczasie robiło się już ciemno i zadarłszy głowę do góry, zobaczyłam zapalone dyskretnie lampy w kilku oknach. Nie byłam pewna, z którego dokładnie mieszkania dobiegały mnie te dźwięki. Nie miało to dla mnie znaczenia. Po prostu stałam sobie, zasłuchana i zaczarowana. Zamknęłam oczy i chłonęłam tamto doznanie.
Do końca, do ostatniej nutki.
Do dzisiaj nie wiem co to za melodia, nie była ani szczególnie znana, ani wybitnie wesoła.
Taka letnia, subtelna muzyczna kompozycja.
Ot, coś w tym stylu:




Przez kręgosłup przeszedł mnie jeden dreszcz. Pomyślałam wreszcie, że chyba robi się już zimno.
I powoli ruszyłam do domu.
(..)



Impresja to ulotne wrażenie, subiektywny nastrojowy moment.
Czasem się zastanawiałam czy trafiłabym w tamto miejsce.
Byłam ciekawa kim był ten Ktoś, kto tak pięknie mi wtedy zagrał i zrobił mi tamten wieczór. Czy był wtedy szczęśliwy, smutny, spokojny. Jaka sytuacja towarzyszyła mu w tamtym półmrocznym pokoju na pietrze.
Przez chwilę przecięły się nasze ścieżki, chociaż ta osoba nawet nie ma pojęcia, że byłam mimowolnym świadkiem tego wieczornego letniego koncerciku, i wrażenie tamtej chwili mam do dzisiaj w sobie.